Dziennik #95/2026 - samotność

Źródło: Pixabay
Dobry wieczór.
Pospałam dzisiaj. Wczoraj wieczorem wzięłam nowy zestaw leków czyli stabilizator nastroju x 2 + antydepresant + nasenne i było ok. Trochę się bałam, bo nie wiedziałam jak organizm zareaguje, ale było naprawdę w porządku. Nie ścięło mnie momentalnie tylko łagodnie zasnęłam i dość dobrze spałam. Obudziłam się w nocy jakieś dwa razy co było zajebistym wynikiem, bo zwykle budzę się jakieś sto razy.
Jak wstałam to poszłam na spacer z psem i na zakupy. Źle się dzisiaj czuję. Czuję przejmujący smutek taki aż do szpiku kości i samotność, która zniewoliła mi serce. Nie mam z kim porozmawiać o tym co przeżywam, jestem sama na froncie i jest mi z tym ciężko. Dlaczego tak jest nie chcę tego rozwijać. Mimo wszystko cierpię. W chuj.
Przeleżałam cały dzień w łóżku gapiąc się w ścianę. Zamiennie w sufit. Szczytem produktywności było umycie głowy, ale ja mam akurat pierdolca na tym punkcie, że musi być umyta codziennie, więc nie wiem czy bym się podniecała tym. Popołudniu pojechałam na miting i było ok. Kolega wyprawiał swoją szesnastą rocznicę trzeźwości. Był to dla mnie wyjątkowy dzień, ponieważ Leszek był jedną z trzech osób, dzięki którym uwierzyłam we wspólnotę AA. Na początku swojej drogi byłam na innym mitingu i nie spodobało mi się bardzo, bo było dużo w moim odczuciu siewców prawdy objawionej. Aż trafiłam na sobotni miting gdzie był właśnie Leszek, Heniu i Jurek. Mogliby być moimi dziadkami albo ojcami, ale przyjęli mnie bardzo ciepło, zaopiekowali się mną i sprawili, że pierwszy raz w życiu poczułam się mniej samotna i że gdzieś przynależę. Jurka już z nami nie ma, to już jakoś dwa lata jak nie żyje - nieodżałowana strata. Na mitingu porozmawialiśmy, zjedliśmy ciasto i każdy poszedł w swoją stronę.
Po powrocie do domu zabrałam psa na spacer i właśnie na tym spacerze spotkałam mojego serdecznego kolegę z ostatniego odwyku. Fantastycznie było go spotkać! Porozmawialiśmy trochę, wyściskaliśmy się i umówiliśmy się na kawę i spacer w drugiej połowie czerwca, bo tak nam terminowo pasuje. A może uda się wykombinować coś wcześniej. Takimi ludźmi powinnam się otaczać - serdecznymi i trzeźwymi.
Nie mam planów na wieczór. Chcę po prostu przetrwać. Strasznie chce mi się płakać, ale nie leci żadna łza. Czuję się jakby mi ktoś zajebał w splot słoneczny. Czuję się jakby mnie ktoś przejechał czołgiem. Czuję się jakby mi z serca odpływały ostatnie krople krwi. Czuję się jak nikt. Jest mi kurwa ciężko i chcę tylko przetrwać chociaż kompletnie nie mam pomysłu jak to zrobić.
Do jutra.