Dziennik #92/2026 - izolacja

Źródło: Pixabay
Dobry wieczór.
Moja depresja się pogłębia. W pracy było mi bardzo ciężko. Ciężko z tego względu, że po prostu z każdą godziną zapaść była coraz większa, a moim zadaniem w pracy jest być w formie, a nie epatować swoimi problemami. Chciałam wyjść wcześniej, ale nie mogłam, bo miałam kilka spotkań, a jak ja skończyłam swoje to spotkania miał mój kierownik, a ktoś musiał zostać na magazynie. Przetrwałam, ale było bardzo ciężko.
Po powrocie do domu napisałam przyjaciółce, że muszę zniknąć na trochę. Nie umiem znowu przelewać na nią depresji. W sensie nie chcę tego. To już prawie rok jak podnosi mnie z podłogi i ja po prostu już nie umiem jej obciążać. Ma dość swoich problemów i będzie dla niej lepiej jak zostanę sama. Choć jest mi z tym kurwa ciężko..
Bardzo boli mnie ciało. Boli mnie serce, a przy oddychaniu czuję paraliżujący ból między łopatkami. Nie mogę spać, mam podkrążone oczy, nie mam apetytu. Jestem tak rozchwiana emocjonalnie, że poszłam dzisiaj po alkohol, ale wygrałam i kupiłam słodycze. Których pewnie nie zjem, bo nie mam apetytu, ale przynajmniej nie złamię abstynencji. Żeby zobrazować mój stan emocjonalny powiem tylko tyle, że wracając z Biedronki weszłam do Rossmanna, bo kończy mi się dezodorant, nie było mojego ulubionego, więc się prawie rozpłakałam, że muszę kupić inny. Rozumiecie to? I poza tym, że się prawie rozpłakałam to nowy wybierałam jakieś 15 minut. Ludzie krócej małżonka wybierają..
Wróciłam do domu i po prostu zaszyłam się w swojej jamie. W jamie jest burdel, ja mam w sobie burdel, wszystko się zgadza. Jutro idę na terapię, bo udało się to zorganizować, ale z każdą godziną tracę wiarę w to, że to dobry pomysł. Nie wiem jak, ale do poniedziałku muszę się pozbierać, bo mój kierownik idzie na urlop i będę go zastępować. Nie mam na to siły ani zasobów.
Jest mi ciężko i bardzo źle. Piszę tego posta z nadzieją, że jak kiedyś do niego wrócę to stwierdzę "hahaha jebać to, przetrwałam", ale na dzisiaj wiary nie mam w to wcale. W nic już nie mam wiary. I najgorsze w tym wszystkim jest to, że przez moją pokręconą logikę zostałam z tym sama. Brawo Paula, winszuję.